Tytuł polski nie do końca oddaje zwrot "Hillbilly" znajdujący się w oryginale. Słowo to oznacza członka klasy robotniczej pochodzącego z Appalachów, który zwykle wyjechał za pracą do miast w innym stanie. Właśnie z tej warstwy wywodzi się J.D. Vance, dziś wiceprezydent Stanów Zjednoczonych - jednak, jako że tę książkę napisał dziesięć lat temu, to śladów politycznej kariery jeszcze w niej nie ma. Jest natomiast droga przez wyjątkowo trudne dzieciństwo do ukończenia prawa na Yale, jednym z najbardziej prestiżowych amerykańskich uniwersytetów.
Część tej burzliwej historii osobistej znalazła odzwierciedlenie nawet w imieniu i nazwisku bohatera książki. J.D. dziś oznacza James David, ale drugie imię zostało zmienione w dzieciństwie, ponieważ takie same miał były partner jego mamy, o którym chciała zapomnieć. Vance z goryczą pisze o coraz to nowych "chłopakach" swojej mamy. W pewnym momencie miał już serdecznie dosyć mieszkania z kolejnym "obcym człowiekiem" pod jednym dachem i wyprowadził się do dziadków. Oni właśnie byli dla niego oparciem, gdy mama nie radziła sobie z własnym życiem. A oprócz wybuchowego temperamentu, zmieniających się partnerów i kłótni z nimi, jej problemem w pewnym momencie stało się uzależnienie od narkotyków. Z relacji autora wynika, że te kłopoty nie są bynajmniej wyjątkowe dla jego rodziny, ale wraz z bezrobociem i często słabym wykształceniem stanowią powszechną zmorę hillbillies. Na porządku dziennym jest też u nich wybitna rola dziadków w procesie wychowania, także babcię nazywają mamaw, a dziadka papaw - trochę jakby byli drugimi rodzicami. W dowód tego uznania w wieku dorosłym Vance wziął po nich nazwisko - wcześniejsze miał po biologicznym ojcu, z którym łączyło go znacznie mniej, niż z rodzicami mamy.
Właśnie dzięki babci ukończył szkołę średnią, choć mógł zawalić już pierwszy rok. Jego dalsza droga prowadziła przez wojsko, prawo na Ohio State University i wreszcie na Yale. Sukces? Tak - ale wciąż zmaga się z ciężarem rodzinnej przeszłości. Sytuacji traumatycznych miał wiele (m.in. gdy mama groziła robzbiciem samochód, którym jechali), ale ze swoich doświadczeń wyniósł przekonanie, że należy wierzyć we własną sprawczość, a nie poddawać się rozgoryczeniu z powodu tego, co jest poza naszą kontrolą. I w tym może być inspirujący niezależnie od swoich działań politycznych, zresztą nieobecnych w książce. Polecam lekturę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz