Poprzedni post (nie licząc anglojęzycznego), również napisany na podstawie tej książki, poświęciłem panowaniu Jana III Sobieskiego. I o ile pod jego rządami można było spodziewać się większej ilości sukcesów poza wiktorią wiedeńską, o tyle dwóch następnych królów to dla Polski katastrofa, aż nie wiadomo, który gorszy.
August II Mocny z saskiej dynastii Wettynów, choć zakończył wreszcie długą wojnę z Turcją pokojem w Karłowicach (1699), to wplątał nasz kraj w inną, jeszcze bardziej niszczycielską - wojnę północną. Chociaż Rzeczpospolita oficjalnie się do niej nie włączyła, to z powodu militarnego zaangażowania Saksonii przeciw Szwecji i spektakularnych zwycięstw jej króla Karola XIII, ten ostatni podjął decyzję o ściganiu Augusta II choćby przez całe terytorium państwa polsko-litewskiego (zresztą pomogli mu wejść Sapiehowie). Warszawę zdobył już 24 maja 1702 roku, Kraków w sierpniu. Ogłosił detronizację Augusta II, a na króla wyznaczył Stanisława Leszczyńskiego, koronowanego w 1703 roku.
Błyskotliwe zwycięstwa młodego szwedzkiego króla trwały długo, aż przegrał z Rosjanami bitwę pod Połtawą, która okazała się przełomowa (1709). Na polski tron wrócił August II, a ciężar wojny przeniósł się poza granice Rzeczpospolitej. Wtedy jednak na nasz kraj spadła epidemia dżumy, tyfus, pomór bydła i klęska szarańczy. Skutkiem tego wszystkiego, w latach 1700-1720 liczba ludności spadła o 20% - w kraju, który jeszcze niezupełnie podniósł się po zniszczeniach potopu kozacko-moskiewsko szwedzkiego z lat 1648-1667.
Czy za Augusta III, syna poprzedniego króla, było lepiej? To zależy. Z jednej strony - nie wybuchła druga tak niszczycielska wojna jak wojna północna, z drugiej - był to czas dalszej utraty podmiotowości politycznej, uzależnienia od sąsiadów, przede wszystkim od Rosji. Dość powiedzieć, że sam August III został Polsce narzucony przez wojska rosyjskie i saskie, gdyż szlachta obrała królem Stanisława Leszczyńskiego, a konfederacja dzikowska nie była w stanie obronić tego wyboru. Państwa ościenne miały wtedy wielokrotnie większe armie, a nie był to już czas husarii, która potrafiła radzić sobie z nawet z kilkukrotną przewagą wroga. Co gorsza, wszystkie sejmy za panowania Augusta III zostały zerwane, prócz pacyfikacyjnego, który zatwierdził jego wybór. Nie było więc możliwości zwiększenia liczebności wojska czy przeprowadzenia jakichkolwiek reform.
Tymczasem, poza Rosją, która Polskę traktowała jako swój protektorat, rosła również potęga Prus. W wojnie o sukcesję austriacką (1740-48) zdobyły one od Habsburgów Śląsk, jedną z najbogatszych dzielnic. W wojnie siedmioletniej (1756-63) natomiast obroniły się, choć stały na krawędzi przepaści. W czasie tego prawdziwie globalnego konfliktu zajęły one saskie mennice i zalewały Polskę fałszywą monetą, na czym zyskały jej kosztem dwukrotną wartość swoich wcześniejszych rocznych przychodów. W dodatku ich i rosyjskie wojska traktowały nasz kraj jako "karczmę zajezdną", stacjonując na naszych terenach i pobierając prowiant od miejscowej ludności.
Kończąc to podsumowanie, chciałbym kolejny raz zachęcić do przeczytania "Dziejów Polski" Andrzeja Nowaka. Tom ósmy to nie mniej wspaniała lektura niż siódmy, opisywany jeszcze pod poprzednim adresem bloga.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz