czwartek, 29 stycznia 2026

Plinio Correa de Oliveira "Revolution and Counter-Revolution"

This post (i.e. Polish original) was written right after the thrid reading of one of the most important books I've ever read. Plinio Correa de Oliveira first released it in 1959 and then there were extended editions in 1976 and 1992 - and it remains in good standing even today. He proves the existence of a great struggle in social sphere, the struggle between anti-Christian revolution (called "Revolution" with a capital "R" in the text) and Christian civilization and social order. This revolution has its origin in the spiritual plane; its chief motors are pride and sensuality - but it encompasses every sphere of life. It led to three great crises, which were phases of a destructive process - Reformation, French Revolution and Bolshevik Revolution. The fourth phase is the ongoing assult of culture Marxism, beginning from the symbolic year 1968. The Revolution's ideal is one of total freedom and complete equality. Maybe it sounds attractive for some people but, sadly, here freedom is freedom for evil and licence, while equality exceeds every boundaries of absurd, leading even to the hate of God because He is greater than man. On the other hand, Revolution aims to put an equal sign between man and animal as well - something very fashionable today.


So what is Counter-Revolution? It's a reaction, a counter-action against Revolution. What it defends and what it aims to achieve is the ordering of social sphere according to the teaching of the Church. It wants to get to know Revolution deeply to stop it, to tear all of its masks and point out were it leads - because the truth about it is shocking. Among the key tasks of Counter-Revolution we need to enumerate defending moral good, the notions of good and evil themselves, healthy traditions and the rights of the Church. In its best interest is conversion of the most numer of people, because it is driven by virtue and internal order in the soul, thanks to which man's reason it obedient to God, his will to reason, and sensibility - to will. I heartily recommend this reading to everyone who wants to understand contemporary world and even help its amendment. 

sobota, 24 stycznia 2026

Panowanie Jana III Sobieskiego na podstawie 7 tomu "Dziejów Polski" Andrzeja Nowaka


Co pamiętamy na temat Jana III Sobieskiego? Przede wszystkim zwycięstwa nad Turkami pod Chocimiem (1673) i Wiedniem (1683). I słusznie, bo to one przyniosły mu nieśmiertelną sławę - to pierwsze także koronę, to drugie uratowało chrześcijańską Europę. Jednak poza tymi dwoma momentami nie było już tak różowo. Jeszcze II bitwę pod Parkanami, w październiku 1683, warto pamiętać jako ważne zwycięstwo; później jednak wojna szła ciężko i przez całe panowanie Sobieskiego nie udało się jej zakończyć. O tyle dobrze, że Turcy nie wchodzili zbyt głęboko w nasze terytorium. Jednak nie udało się odbić ani Kamieńca, ani zdobyć Mołdawii, pomimo wielu wypraw. Dlaczego Mołdawii? Było to lenno tureckie, które według ustaleń sojuszniczych Ligi Świętej miało przypaść Polsce w razie powodzenia działań wojennych. Z drugiej strony, Sobieski pragnął ją podbić dla swojego syna Jakuba, aby zwiększyć jego szanse na tron w następnej wolnej elekcji. Król bardzo mocno dążył do ustanowienia "dynastii Sobieskich" i w tym celu swego czasu rozważał podbój Prus Książęcych. Jednak te plany wywoływały sprzeciw szlachty i magnaterii, widząc w tym zamach na instytucję wolnej elekcji. Konflikt króla z opozycją nie wychodził Polsce na dobre, a szczególnie trudnym przeciwnikiem były dla niego litewskie rody Paców i Sapiehów. Przedstawiciel tych pierwszych, hetman wielki litewski Michał Kazimierz Pac, opuścił Sobieskiego po bitwie chocimskiej, co nie pozwoliło na kontynuowanie kampanii i wykorzystanie zwycięstwa. Sapiehowie natomiast zbrojnie zajęli dobra radziwiłłowskie, które należały się królowi z powodu zerwania zaręczyn między Ludwiką Karoliną Radziwiłłówną a Jakubem Sobieskim.


Tyle na temat panowania zwycięzcy spod Wiednia na podstawie 7 tomu "Dziejów Polski" prof. Andrzeja Nowaka, który mogę z całego serca polecić jako znakomity wykład naszej historii (podobnie jak poprzedni tom). Jestem jeszcze w trakcie lektury, w najbliższym czasie na blogu powinien jeszcze pojawić się post lub dwa na temat dwóch następnych omawianych w książce królów: Augusta II Mocnego i Augusta III Sasa.

środa, 21 stycznia 2026

Msza trydencka i Msza posoborowa - czym się różnią?


Jak wspomniałem w podsumowaniu roku, duże zainteresowanie wzbudził post na temat książki Pawła Milcarka "Historia Mszy", w której dużo uwagi poświęcono reformie liturgicznej po Soborze Watykańskim II oraz dalszym losom "starej Mszy", zwanej trydencką. Pomyślałem więc, że wielu z was chętnie przeczytałoby post o tym, co odróżnia oba porządki Mszy. Przy omówieniu będę odwoływał się do tekstu części stałych w obu mszałach, a także do własnego doświadczenia, jako że uczestniczę w obu formach liturgii (w trydenckiej - od niedawna co miesiąc w mojej parafii, parafii Świętej Rodziny w Wyszkowie). Nie jest moim zamiarem wynoszenie jednej nad drugą, choć w szczegółowych kwestiach mogę twierdzić coś, co zostanie uznane za przewagę którejś z nich.


Większość ludzi słyszała, że Msza trydencka jest po łacinie, a ksiądz obrócony jest do ołtarza. Ale i nową Mszę można odprawiać w tym języku i ad orientem (poprawny termin; np. w Kaplicy Najświętszego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze). Jednak, będąc na starej Mszy, na pewno zauważymy dużo modlitewnego milczenia: w ciszy kapłan wykonuje część akcji liturgicznej (z bardziej rozbudowanymi gestami niż w Novus Ordo Missae*), niektóre modlitwy odmawia nie na głos. Jest to wartość - nie raz czytałem, że "Bóg mówi w ciszy", a poza tym to wyciszenie tworzy pewną przeciwwagę dla naszego szalonego tempa życia i ciągłych powiadomień na telefonie. Mocne wrażenie wywiera na mnie, gdy kapłan bezgłośnie odmawia kanon, a w środku odzywa się wyraźnym, dobitnym, ale jednak szeptem "Hoc est enim Corpus meum" - "To jest bowiem Ciało moje" - i klęcząc, podnosi Ciało Chrystusa. 


Papież Benedykt mówił, chyba w wywiadzie-rzece "Ostatnie rozmowy", że Msza trydencka lepiej wyraża aspekt ofiarny Mszy świętej, natomiast nowa Msza - aspekt uczty. I widać to w tekście, gdyż stara Msza zawiera o wiele więcej odniesień do grzechu i zadośćuczynienia za niego. Więcej w niej także wezwań do świętych - spowiedź powszechna oprócz Maryi zawiera w niej również imienne wezwania do św. Michała Archanioła oraz św. apostołów Piotra i Pawła, a kanon rzymski wymienia ponad 20 świętych. 


Wreszcie, trzeba powiedzieć, że obie Msze mają zupełnie inny lekcjonarz, czyli zestaw czytań. W starej Mszy jest tylko jedno czytanie, fragment psalmu i Ewangelia, w nowej dwa czytania, obszerniejszy fragment psalmu i Ewangelia. Mało tego, zdarza się, że idąc na Mszę tradycyjną będzie się obchodziło inne święto niż na nowej! Jest to pewien problem, który można złagodzić poprzez przeczytanie czytań z posoborowej liturgii w Internecie.


Wiem, że nie wyczerpałem tematu - takie porównania można mnożyć. Czy warto wobec tego spróbować dawnej Mszy? Zdecydowanie. Z jednej strony - to spotkanie z dziedzictwem modlitwy poprzednich pokoleń. Z drugiej - jeśli ktoś się uczy łaciny, ma na niej kontakt z prawdziwym językiem (a jeśli ktoś właśnie tego się obawia, to uspokajam, że czymś normalnym na tej Mszy jest korzystanie z mszalika bądź modlitewnika, gdzie mamy tekst łaciński obrzędów i obok polskie tłumaczenie). Ale przede wszystkim - do niektórych ludzi ta Msza naprawdę "przemawia" i w wyjątkowy sposób karmi ich pobożność.


*Nowy porządek Mszy

sobota, 17 stycznia 2026

Richard Winn Livingstone "A defence of classical education"


This book was written during World War I, by an English scholar, in defence of an education system still present at that time, but with traditions in the Renaissance and even Antiquity. The "classical education" in title is learning ancient languages - Greek and Latin - and studying literary and philosophical works of Greece and Rome. I need to explain that it wasn't the whole of the education system back then, but an important element, present also in Germany, and, probably, many other countries. This element was attacked, and the charges against it sound familiar after 100 years: it's too hard, unpractical, what's the point learning it. The criticism of Polish (literature) lessons is very similar.


What's the line of defence? Livingstone appealed to the artistic value of Greek literature, incomparable with any other in his opinion (but he highlighted you can fully appreciate it only in the original language). In turn, Greek philosophy is the root of science, beginning of the examination of reality by reason, important moral truth, and even theological progress (in relations to myths passed on by Homer). It is also - together with history - an important inspiration to thinking about politics. With relations to languages, Livingstone is convinced that ancient Greek is the most elastic instrument of thought and expression ever, while Latin is the most orderly and logical language, a true school of discipline in thinking. The author also appreciates heroic characters of Roman literature.


Besides defending a particular model of education, the book also contains valuable reflections on teaching and learning in general. What I particularly liked was the emphasis on the role of the teacher and on the fact that the best he has to offer is his personality and his way of looking at the world and at knowledge. It's worth reading this book in order to broaden your horizons.

środa, 14 stycznia 2026

Tomasz P. Terlikowski "Czy konserwatyzm ma przyszłość?"

Terlikowski już raz gościł na łamach tego bloga, pod poprzednim adresem, książką "Koniec Kościoła, jaki znacie". Tym razem wziął na warsztat temat filozofii konserwatywnej. Na początku sięga do początków, do tych, którzy uchodzą za jej ojców, a których uformował wielki wstrząs dziejowy - rewolucja francuska. Może zaskakiwać fakt, że bez niej Edmund Burke, Joseph de Maistre czy Francois Rene de Chateaubriand wcale nie byliby konserwatystami. Dalej autor wraca do współczesności, co jakiś czas jednak posiłkując się różnymi myślicielami, klasycznymi i współczesnymi (znalazł się tu również autor poprzednio omawianej książki, Gustave Thibon). I szkicuje dla konserwatystów zupełnie inną drogę niż tą, z którą są kojarzeni, proponując rozdział konserwatyzmu od: polaryzacji i wrogości wobec innych "plemion politycznych", populizmu i głosowania na polskie partie prawicowe, nacjonalizmu (poświęca przy tym sporo miejsca Dmowskiemu), nadziei na kontrrewolucję i "nowe średniowiecze". Duża część z tych pomysłów nie budzi mojej sympatii - jeśli konserwatyzm nie będzie walczył o Polskę katolicką, to na co mi taki konserwatyzm? Choć prawdą jest i to, że mimo takiej deklaracji, w jego wizji pozostaje np. sprzeciw wobec eutanazji czy postulat długofalowych działań pro-life (przy odcięciu się od niektórych polskich organizacji). Za coś bardzo ważnego uznaje wspieranie Ukrainy w obronie przed Rosją, której też poświęca sporo uwagi, analizując i potępiając współczesny "raszyzm" ("rosyjski faszyzm"). Robi to także w kontekście wcześniejszej (czasem trwającej) sympatii różnych europejskich partii prawicowych do Rosji.


Nawet jeśli w wielu miejscach nie zgadzamy się z tokiem myślenia autora, jeśli denerwują niektóre słabe i tanie argumenty np. przeciw Dmowskiemu, to lektura pozostaje bardzo ciekawa. Jej wartością jest obszerne cytowanie innych myślicieli, także tych, którym Terlikowski się sprzeciwia. Jego wywody mogą pobudzić nas do własnej refleksji na temat rozważanych problemów.

sobota, 10 stycznia 2026

Gustave Thibon "Równowaga i harmonia"

Gustave Thibon to jeden z moich ulubionych filozofów katolickich, a zarazem tradycjonalistycznych i w pewnym stopniu otwartych. Jest to postać, która zdecydowanie może inspirować. Urodzony w 1903 roku w rodzinie chłopskiej, musiał zakończyć formalną edukację na etapie szkoły podstawowej, by podczas I wojny światowej pomagać dziadkowi w gospodarstwie. Jednak ok. 23 roku życia odziedziczenie bogatego księgozbioru obudziło w nim pragnienie nauki. Samodzielnie opanował matematykę oraz kilka języków, w tym starożytną grekę i łacinę, i zabrał się za studiowanie klasyki literatury, filozofii i dzieł świętych. Wrócił do utraconej w wieku młodzieńczym wiary po lekturze dzieł św. Tomasza z Akwinu, a na uniwersytetach pojawił się już jako wykładowca, nie mając dyplomu ukończenia gimnazjum. 


Książka stanowi zbiór esejów autora pisanych w latach 70. XX wieku. Większość z nich zaczyna od pewnej anegdoty bądź refleksji nad współczesnym mu wydarzeniem, np. lądowaniem na Księżycu, a następnie zastanawia się, jaki stan ducha ono obrazuje. Potem z reguły przychodzi kolej na polemikę z tym poglądem i konkluzję, można powiedzieć - diagnozę i lekarstwo. Wiele z jego myśli jest bardzo cennych. Kilkukrotnie pojawia się refleksja o niejednoznacznej naturze postępu, między innymi na przykładzie podróży samochodem w korkach, zajmującej nieraz więcej czasu, niż dojście piechotą. Szczególnie cennym stwierdzeniem jest to, że współczesny świat przybliża nas do obcych i oddala od swoich (rodziny oraz osób w najbliższym otoczeniu) - późniejszy rozwój Internetu tylko spotęgował to zjawisko. Co więcej, także agresja i nieufność, dawniej żywione przeciw cudzoziemcom, teraz kierowane są do wewnątrz własnej wspólnoty; "wojna zamienia się w rewolucję". W podobnym duchu, turystyka zagraniczna odwraca naszą uwagę od piękna własnego kraju i regionu. Jako remedium autor podkreśla, jak ważne jest dbanie o osobiste i lokalne więzi.


Warto też wsłuchać się w jego głos na temat tego, skąd bierze się nuda we współczesnym świecie, gdy tak wiele w nim rozrywek i możliwości rozwoju. Otóż nie z braku, ale z przesytu. Być może czasem naszej aktywności jest za dużo, jest zbyt gorączkowa - może toniemy w hałasie, a tymczasem relacje i wolność karmią się milczeniem. Dlaczego? Tu autor stwierdza, że hałas to nie tylko przeciwieństwo ciszy, ale również muzyki - to coś, co słyszymy, ale nie słuchamy, nasiąkając tym, co jest lub potem będzie podświadome. A przecież prawdziwa wolność jest wtedy, gdy wybieramy świadomie - choć z drugiej strony, potrzeba do niej również dyscypliny.


To tylko niektóre z przebogatej skarbnicy myśli Gustave'a Thibona, napisanej w dodatku bardzo przystępnie. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę.

Aldous Huxley "Brave New World"

This is one of the most famous classic dystopian novels, alongside Nineteen Eighty-Four by George Orwell . In my opinion—it's an even b...