Tematem książki jest marksizm, nie tylko w kontekście proroctw czy niespełnionych obietnic, ale przestudiowany pod wieloma kątami. Autor sięga do korzeni ideologii, krótko wspomina o życiu Karola Marksa, by potem przez trzy rozdziały zajmować się jego pismami. Co do życiorysu filozofa z Trewiru, na uwagę zasługują satanistyczne wątki w jego wierszach, jego nienawiść do chrześcijaństwa. Gdy idzie o samą doktrynę, Roszkowski mocno podważa jej roszczenie do naukowości - okazuje się ona raczej swoistym wyznaniem wiary antyreligijnej, odrzucającej wątpliwości. Punktuje sprzeczności i brak logiki, niedostateczne definicje, jak choćby kluczowego w marksizmie pojęcia praxis - praktyki. Pokazuje, jakie trudności dla marksistowskiego materializmu stawia współczesna nauka - m.in. teoria Wielkiego Wybuchu czy fizyka kwantowa.
Dalej wracamy do historii - z jednej strony ruchów broniących praw robotników, z drugiej - socjalizmu i anarchizmu, by wreszcie przejść do rewolucji bolszewickiej i zbrodniczego charakteru ZSRR. Kraje komunistyczne wcielały marksizm w praktykę życia, co zawsze prowadziło do nędzy i zniewolenia obywateli.
Możnaby myśleć, że dzisiaj, po rozpadzie ZSRR i przemianach demokratycznych w bloku wschodnim, marksizm należy do przeszłości. Nic bardziej mylnego - odżył on jako liczne nurty neo-marksistowskie, przyjmujące formę marksizmu kulturowego. Teraz nie zbrojny przewrót, ale wrogie przejęcie kultury i jej instytucji ma doprowadzić do rewolucji (o czym pisał również Krzysztof Karoń w "Historii antykultury"). Z Marksa czerpnią transhumanizm, gender i część współczesnego feminizmu, podzielając jego wrogość wobec chrześcijaństwa. Dlatego książka Roszkowskiego to nie tylko gratka dla pasjonatów historii, ale również narzędzie poznania współczesnego śiata i pomoc w obronie chrześcijańskiej cywilizacji. Gorąco polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz