To jedna z najbardziej znanych klasycznych powieści dystopijnych, obok "Roku 1984" George'a Orwella. Moim zdaniem - nawet lepsza. Ukazuje świat pozornie szczęśliwy, pozornie - triumf nauki nad ludzką naturą. Bo właśnie oderwaniem od ludzkiej natury trzeba nazwać to, że niemal wszyscy ludzie rodzą się tam przez in vitro, w laboratoriach. Trzeba tak nazwać zniszczenie rodziny do tego stopnia, że w świecie powieści wyraz "matka" stał się wybitnie nieprzyzwoity, że dzieci wychowuje państwo, a normą kulturową jest sterylizacja kobiet i poliamoryzm (innymi słowy, spotykanie się z jedną osobą przez więcej niż trzy miesiące (być może wydłużyłem) jest dziwne. Oderwanie od ludzkiej natury stanowi także codzienne stosowanie przez wszystkich supernarkotyku soma, wprowadzającego w błogi nastrój (w razie cierpienia dawkę się zwiększa). Nawet jedzenie w tym świecie to jakieś dziwne syntetyki. Aha, jest jeszcze hipnopedia - wbijanie wszystkim dzieciom do głowy podczas snu przekazu zgodnego z interesami światowego państwa.
Brzmi strasznie? Tak. Zarazem strasznie ciekawie się to czyta w kontekście dzieł opisujących rewolucję antychrześcijańską, takich jak "Rewolucja i kontrrewolucja" prof. Plinia Correi de Olveiry czy "Historia antykultury" Krzysztofa Karonia. Bardzo mocne jest też zderzenie, nazwijmy to, tradycyjnego poglądu na świat z tą antyutopią. Lektura bardzo pobudza domyślenia - polecam jako jedną z moich ulubionych książek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz