Niepodległość Polski nie jest tanią oczywistością, nie musi być dana raz na zawsze. Trzeba uczyć się historii właśnie po to (choć nie tylko po to), by wiedzieć, że świat może być inny niż jest, skoro już kiedyś był inny. Dzisiaj też są zagrożenia i wyzwania dla niepodległości, o których można długo mówić. O niebezpieczeństwie ze strony Rosji - nawet nie trzeba. Nieco mniej oczywiste jest to, jak na życie całej zbiorowości, na wspólnotę narodową, wpływają problemy z uzależnieniami, ze wszystkim, co zniewala, od substancji po nadużywanie telefonu. A gdy popatrzymy na stan polskiej demografii, ostrą polaryzację, rozmaite kryzysy w sferze ducha, kultury i wartości, widzimy, że pewne sprawy nas przerastają - że potrzeba nam pomocy Boga.
...
A teraz z zupełnie innej strony. Świętujemy 11 listopada, a moglibyśmy na przykład 7 października, bo wtedy to Rada Regencyjna Królestwa Polskiego ogłosiła niepodległość. 11 listopada przekazała najwyższą władzę nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu. Uczymysię o wielu ojcach niepodległości, o Romanie Dmowskim, Ignacym Paderewskim, Wincentym Witosie, Wojciechu Korfantym, Ignacym Daszyńskim. Mówi się, że ci liderzy różnych stronnictw politycznych umieli przezwyciężyć różnice, by współpracować dla dobra Polski. I można przytaczać na to przykłady z tych kluczowych lat obrony wschodzącej państwowości - jednak potem nie zawsze było różowo. Czyta właśnie "Czarną księgę sanacji" Sławomira Suchodolskiego i w niej, niestety, dowiadujemy się o prześladowaniach, jakich ze strony Piłsudskiego i jego obozu doznali właśnie Witos, Korfanty czy np. gen. Tadeusz Rozwadowski. II RP daleko było do "raju utraconego" - ale okazała się zdolna do heroicznego wisiłku w godzinie próby. Obyśmy i my nie poddali się w obliczu wyzwań, które stoją i będą stały przed nami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz