"Pierwsza autobiografia w historii opublikowana przez papieża", jak można przeczytać na tylnej okładce. Na około 350 stronach Jorge Mario Bergolio opowiada swoje życie, a także - w nieraz ścisłym powiązaniu - głosi swoje poglądy (nie tylko naukę Kościoła). Przykładowo, książka zaczyna się historią jego dziadków, którzy wyemigrowali z Włoch (Piemontu) do Argentyny - co jest okazją dla wykładu, jaką postawę powinniśmy przyjmować wobec migrantów.
Papież zabiera głos w bardzo różnych sprawach. Docenia rolę sportu we współczesnym świecie i dla formacji człowieka, wspominając swoje dziecięce godziny na bramce. Ostro potępia wszelkie wojny, wspominając I i II wojnę światową, które naznaczyły życie jego dziadków, jak również poświęcając szczególnie dużo miejsca wojnie na Ukrainie i izraelsko-palestyńskiej. Bliska mu jest troska o ubogich, czasem związana również z niechęcią do bogatych i korporacji (pojawia się tu również wiele mówiący epizod kłótni między 15-letnim Jorge a jego wujkiem, przedsiębiorcą). Bardzo ceni literaturę i często się na nią powołuje - na pisarzy latynoamerykańskich, Dostojewskiego, Charlesa Peguy, a raz nawet na naszą Szymborską. Ciekawe są również jego refleksje nad sztuczną inteligencją, niebezpiecznym korzystaniem z telefonów (tu podkreśla wagę osobistego przykładu dorosłych), rolą humoru w życiu (także życiu wiarą) czy wychowywaniem młodzieży.
W pewnych kwestiach nie mogę się z nim zgodzić, na szczęście nie ma tu zastosowania dogmat o nieomylności papieskiej, dotyczący nauczania ex cathedra w sprawach wiary i moralności skierowanego do całego Kościoła (papieże zresztą bardzo rzadko się do niego odwołują). Jedną jest stosunek do ekologii, najzupełniej mainstreamowy, wręcz alarmistyczny w wizji katastrofy globalnego ocieplenia powodowanego przez człowieka; bliższe jest mi np. to, co twierdzi prof. Kowalczak w "Zmianach klimatu". Najbardziej jednak razi mnie jego atakowanie tych, którzy myślą inaczej niż on m.in. w sprawie dokumentów jego pontyfikatu: Amoris Laetitia, Fiducia supplicans, a zwłaszcza Traditionis custodes, którym ograniczył dostęp do Mszy trydenckiej. Pisząc na ten temat sugeruje, że niektórzy ludzie przywiązani do dawnej liturgii mogą mieć zaburzenia psychiczne - insynuacja na pewno niegodna głowy Kościoła. W innych kwestiach jednak jego wyjaśnienia pozwalają lepiej zrozumieć decyzje, które podejmował jako papież - i to jest wartość tej książki, obok wielu myśli naprawdę godnych uwagi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz