Zdaniem autora, Europa Zachodnia, jaką znamy, umiera na naszych oczach. Proces ten napędzany jest przez trzy czynniki - masową migrację, poczucie winy Europejczyków wobec świata i ich zwątpienie w wartość swojej kultury. Migracja na dużą skalę rozpoczęła się po II wojnie światowej, a w Wielkiej Brytanii zwiększyła się za czasów lewicowych rządów Tony'ego Blaira (1997). W 2011 roku okazało się, że "biali Brytyjczycy" nie stanowią już większości w Londynie, a zaledwie 44,9%. Jednak debata o wpływie imigracji na dobro kraju była i jest poważnie ograniczana oskarżeniami o rasizm i strachem przed nimi.
Znaczną i często kłopotliwą grupę wśród przybyszów stanowią muzułmanie. Choć złym byłoby ich wszystkich negatywnie szufladkować, trudno zaprzeczyć, że wzrost ludności wyznawców islamu przyniósł Europie problemy, jakie od dawna w niej nie występowały. Chodzi tu m.in. o okaleczanie kobiet, zamachy terrorystyczne w odwecie za "bluźnierstwo przeciw islamowi", "honorowe zabójstwa", strefy, do których policja boi się wchodzić. O tych sprawach trudno jest głośno mówić ze względu na polityczną poprawność, ale jeszcze bardziej - ryzyko sprowokowania przemocy. Znane są przypadki odważnych krytyków islamu, którzy są zagrożeni zamachem i mają przyznaną policyjną ochronę.
Jednak w 2010 roku nawet Angela Merkel stwierdziła, że "multikulturalizm zawiódł", widać było brak integracji znacznej części migrantów. Dalej jednak autor prowadzi nas przez paradoksalny rok 2015, w którym zaczęli oni przybywać i osiedlać się w Europie na niespotykaną wcześniej skalę, zachęcani właśnie przez kanclerz Niemiec. Jedynie mniejszość z nich faktycznie była uchodźcami z Syrii, a wkrótce zaczęła się seria zamachów terrorystycznych, które nasuwają myśl, że "muszą być pewne granice" (i przenośne, i państwowe).
Co można robić, by trzymać się w tych granicach, by kontrolować napływ ludzi do Europy? Autor postuluje m.in. próbę trzymania uchodźców jak najbliżej kraju, z którego uciekają (i po pewnym czasie działano w ten sposób w porozumieniu z Turcją). Można też, jak Australia, rozpatrywać wnioski o azyl przed wpuszczeniem do kraju, poza jego obszarem, dawać azyl tymczasowy i wreszcie, pokazać, że groźba deportacji (np. przestępców) jest realna. Cokolwiek myślimy w kwestii współczesnych migracji, warto zapoznać się z faktami, jakie przekazuje ta książka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz