środa, 26 listopada 2025

"Islam a chrześcijaństwo: konfrontacja czy dialog" Vittorio Messori, Jan Paweł II, Eugeniusz Sakowicz

Pozycja skromna objętościowo, dość stara, ale wciąż bogata w treści. Po wstępie czeka nas seria artykułów Vittorio Messoriego, z których dowiemy się m.in. jak to się stało, że w 21 lat po śmierci Mahometa całe południowe wybrzeże Morza Śródziemnego zostało podbite przez islam. Oprócz wojowniczych zapędów tego ostatniego, wynikało to ze słabej kontroli Bizancjum nad terenami dawnego Cesarstwa zachodniorzymskiego. Inną przyczyną była nieświadomość tego, czym jest islam oraz niechęć do Bizancjum, wynikająca zarówno z jego opresyjnych rządów i podatków, jak też, czasem, różnic religijnych. Ponadto Kościół w północnej Afryce był osłabiony przez arianizm i donatyzm, a na część wiejskich terenów Ewangelia jeszcze nie dotarła. Po podboju szybko jednak się okazało, że chrześcijanie pod nowymi rządami są ludźmi drugiej kategorii, niezdolnymi do pełnienia urzędów i zobowiązanymi do płacenia rujnującego podatku zwanego dżizją. Podobnie Żydzi, dla których to właśnie muzułmanie jako pierwsi wynaleźli getta. Tereny podbite uległy gruntownej islamizacji, chociaż ostały się mniejszościowe grupy chrześcijan: koptowie w Egipcie, maronici w LIbanie, monofizyci w Syrii, Chaldejczycy w Babilonii.


Książka zawiera również fragmenty dokumentów i przemówień Jana Pawła II, któremu, jak wiemy, mocno leżał na sercu dialog z innymi religiami, troska, by dostrzegać w nich to, co dobre (obok rzeczy niewątpliwie nie do zaakceptowania przez chrześcijan). Jak wyjaśnia Messori, pewnych rzeczy papież nie mógł powiedzieć w trosce o los chrześcijan w krajach muzułmańskich, nie stronił jednak o upominania się o wolność religijną, pokój i sprawiedliwość również tam. Książka zachęca do namysłu nad islamem, sprawia, że chce się sięgnąć po kolejne pozycje badające jego tematykę (za jakiś czas na blogu - "Przedziwna śmierć Europy" Douglasa Murraya, ukazująca m.in. jego coraz większe znaczenie w Europie z powodu migracji).

piątek, 21 listopada 2025

The Christian nature of "The Lord of the Rings" by J.R.R. Tolkien

 (Whoever has not read the book, WATCH OUT - the text contains spoilers)


"Lord of the Rings is a fundamentally religious and Catholic work; unconsciously so at first, but consciously in the revision" - these are the words of one of Tolkien's letters. However, if anyone wanted to ask, how is it Christian in particular, it could be noticed in many spheres. I will focus on what I discussed in my M.A. Thesis - the relationship of the book to medieval knightly ethos.


What this ethos actually was? Above all - a model of conduct based on knightly virtues: pride, courage, piety, military ability, respect for the opponent, veracity, taking care of the oppressed and women. According to Ramon Lull, the mission of chivalry was to protect the weak and stop evil. The characters of Tolkien are under huge influence of this ethos, but they do not comply to it perfectly. The closest ones to this model are Boromir and Gimli but, interestingly, pride - the heart of medieval chivalric ideal - turns out to be a very dangerous personality trait. It is through pride that Boromir wants to capture the Ring, which leads to the breaking of the Fellowship of the Ring. In turn, and for the same reason, Gimli almost provokes the fight with the Elves in Lothlorien.


Aragorn manages to mitigate this situation; also, he and Faramir seem to present an improved, Tolkien model of knighthood. Let us add - it is more Christian (apart from the issue of Chrisitan worship, which is absent in the novel). This is because they enrich chivalric ideal with humility, wisdom and realism in evaluating the military situation (contrary to Roland from "The Song of Roland", who is always convinced of his victory). Moreover, Aragorn fulfils his mission not only by fighting, but also by leading the team by secret paths or healing others. Faramir, in turn, is pretty far from medieval canons of courtly love in his relationship with Eowyn.


However, another interesting and very Christian fact is that in the novel, evil is not defeated mainly by the great heroes like Aragorn, Faramir or Gimli. The key roles are played by Hobbit characters, which are much weaker and more "common". It is Frodo and Sam who contribute the most to destroying the Ring, but apart from it, Sam beats Shelob, and Merry (and Eyowyn) - the Lord of the Nazgul. Even Pippin kills a huge troll. When we think about it, it is similar in the Bible - God often choses weak people to realise His goals. On the other hand, Tolkien's novel emphasises the role of cooperation - frequently some small help of someone lets others fulfil the great task of defeating Sauron.


"The Lord of the Rings" is so much worth re-reading - I hope my text will allow many of you to look at this book from a new perspective.

poniedziałek, 17 listopada 2025

Aldous Huxley "Nowy wspaniały świat"

To jedna z najbardziej znanych klasycznych powieści dystopijnych, obok "Roku 1984" George'a Orwella. Moim zdaniem - nawet lepsza. Ukazuje świat pozornie szczęśliwy, pozornie - triumf nauki nad ludzką naturą. Bo właśnie oderwaniem od ludzkiej natury trzeba nazwać to, że niemal wszyscy ludzie rodzą się tam przez in vitro, w laboratoriach. Trzeba tak nazwać zniszczenie rodziny do tego stopnia, że w świecie powieści wyraz "matka" stał się wybitnie nieprzyzwoity, że dzieci wychowuje państwo, a normą kulturową jest sterylizacja kobiet i poliamoryzm (innymi słowy, spotykanie się z jedną osobą przez więcej niż trzy miesiące (być może wydłużyłem) jest dziwne. Oderwanie od ludzkiej natury stanowi także codzienne stosowanie przez wszystkich supernarkotyku soma, wprowadzającego w błogi nastrój (w razie cierpienia dawkę się zwiększa). Nawet jedzenie w tym świecie to jakieś dziwne syntetyki. Aha, jest jeszcze hipnopedia - wbijanie wszystkim dzieciom do głowy podczas snu przekazu zgodnego z interesami światowego państwa.


Brzmi strasznie? Tak. Zarazem strasznie ciekawie się to czyta w kontekście dzieł opisujących rewolucję antychrześcijańską, takich jak "Rewolucja i kontrrewolucja" prof. Plinia Correi de Olveiry czy "Historia antykultury" Krzysztofa Karonia. Bardzo mocne jest też zderzenie, nazwijmy to, tradycyjnego poglądu na świat z tą antyutopią. Lektura bardzo pobudza domyślenia - polecam jako jedną z moich ulubionych książek.

piątek, 14 listopada 2025

Wojciech Roszkowski "Bezbożność, terror i propaganda: fałszywe proroctwa marksizmu"

Tematem książki jest marksizm, nie tylko w kontekście proroctw czy niespełnionych obietnic, ale przestudiowany pod wieloma kątami. Autor sięga do korzeni ideologii, krótko wspomina o życiu Karola Marksa, by potem przez trzy rozdziały zajmować się jego pismami. Co do życiorysu filozofa z Trewiru, na uwagę zasługują satanistyczne wątki w jego wierszach, jego nienawiść do chrześcijaństwa. Gdy idzie o samą doktrynę, Roszkowski mocno podważa jej roszczenie do naukowości - okazuje się ona raczej swoistym wyznaniem wiary antyreligijnej, odrzucającej wątpliwości. Punktuje sprzeczności i brak logiki, niedostateczne definicje, jak choćby kluczowego w marksizmie pojęcia praxis - praktyki. Pokazuje, jakie trudności dla marksistowskiego materializmu stawia współczesna nauka - m.in. teoria Wielkiego Wybuchu czy fizyka kwantowa.

Dalej wracamy do historii - z jednej strony ruchów broniących praw robotników, z drugiej - socjalizmu i anarchizmu, by wreszcie przejść do rewolucji bolszewickiej i zbrodniczego charakteru ZSRR. Kraje komunistyczne wcielały marksizm w praktykę życia, co zawsze prowadziło do nędzy i zniewolenia obywateli.

Możnaby myśleć, że dzisiaj, po rozpadzie ZSRR i przemianach demokratycznych w bloku wschodnim, marksizm należy do przeszłości. Nic bardziej mylnego - odżył on jako liczne nurty neo-marksistowskie, przyjmujące formę marksizmu kulturowego. Teraz nie zbrojny przewrót, ale wrogie przejęcie kultury i jej instytucji ma doprowadzić do rewolucji (o czym pisał również Krzysztof Karoń w "Historii antykultury"). Z Marksa czerpnią transhumanizm, gender i część współczesnego feminizmu, podzielając jego wrogość wobec chrześcijaństwa. Dlatego książka Roszkowskiego to nie tylko gratka dla pasjonatów historii, ale również narzędzie poznania współczesnego śiata i pomoc w obronie chrześcijańskiej cywilizacji. Gorąco polecam.

wtorek, 11 listopada 2025

Refleksje nad Świętem Niepodległości

Niepodległość Polski nie jest tanią oczywistością, nie musi być dana raz na zawsze. Trzeba uczyć się historii właśnie po to (choć nie tylko po to), by wiedzieć, że świat może być inny niż jest, skoro już kiedyś był inny. Dzisiaj też są zagrożenia i wyzwania dla niepodległości, o których można długo mówić. O niebezpieczeństwie ze strony Rosji - nawet nie trzeba. Nieco mniej oczywiste jest to, jak na życie całej zbiorowości, na wspólnotę narodową, wpływają problemy z uzależnieniami, ze wszystkim, co zniewala, od substancji po nadużywanie telefonu. A gdy popatrzymy na stan polskiej demografii, ostrą polaryzację, rozmaite kryzysy w sferze ducha, kultury i wartości, widzimy, że pewne sprawy nas przerastają - że potrzeba nam pomocy Boga.


...


A teraz z zupełnie innej strony. Świętujemy 11 listopada, a moglibyśmy na przykład 7 października, bo wtedy to Rada Regencyjna Królestwa Polskiego ogłosiła niepodległość. 11 listopada przekazała najwyższą władzę nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu. Uczymysię o wielu ojcach niepodległości, o Romanie Dmowskim, Ignacym Paderewskim, Wincentym Witosie, Wojciechu Korfantym, Ignacym Daszyńskim. Mówi się, że ci liderzy różnych stronnictw politycznych umieli przezwyciężyć różnice, by współpracować dla dobra Polski. I można przytaczać na to przykłady z tych kluczowych lat obrony wschodzącej państwowości - jednak potem nie zawsze było różowo. Czyta właśnie "Czarną księgę sanacji" Sławomira Suchodolskiego i w niej, niestety, dowiadujemy się o prześladowaniach, jakich ze strony Piłsudskiego i jego obozu doznali właśnie Witos, Korfanty czy np. gen. Tadeusz Rozwadowski. II RP daleko było do "raju utraconego" - ale okazała się zdolna do heroicznego wisiłku w godzinie próby. Obyśmy i my nie poddali się w obliczu wyzwań, które stoją i będą stały przed nami. 

piątek, 7 listopada 2025

Robert Hugh Benson "Oddsfish!"

Ten nieco dziwny tytuł to podobno ulubione słowo króla Karola II Stuarta, za panowania którego dzieje się akcja tej książki. I nie tylko w tych ramach czasowych, ale sama jego postać odgrywa w niej ważną rolę. Głównym bohaterem jest Roger Mallock, początkowo nowicjusz w zakonie, potem - sługa królewski do zadań specjalnych, takich jak rozpracowywanie spisków. Tematem - jego działalność, relacje z królem i postrzeganie władcy oraz jego brata Jakuba (późniejszego następcy), a także rozwijająca się miłość do pewnej dziewczyny. W tle zaś sytuacja katolików w Anglii w XVII wieku. Z jednej strony, król Karol jest do nich usposobiony pozytywnie, a jego brat Jakub nawet się do nich zalicza - z drugiej... istnieje bardzo silna partia protestancka i antykatolicka, przeciw której czasem nawet monarcha niewiele może. Nie minęły czasy męczenników, choć nie każdego one dotyczą. Oprócz tego czeka nas lektura miłosnych perypetii... ale o tym przeczytacie już, mam nadzieję, sami. Wspaniała książka, wyjątkowy, wybitny pisarz. Niestety, z tego co wiem, nie ma polskiego tłumaczenia tego dzieła, natomiast polecam inne książki autora: "Dramat królowej", "Królewski łup", "Władcę świata", którego poleciło dwóch papieży, a zwłaszcza "Świt Nowej Ziemi", opisywany przeze mnie na blogu pod poprzednim adresem (wartoczytacwiedziec.blogspot.com).

poniedziałek, 3 listopada 2025

Trochę historii - Komisja Edukacji Narodowej

Za późno już, żeby był to post okolicznościowy na 14 października - zamiast tego chciałbym, by niektóre posty na blogu poruszały tematykę historyczną. Komisja Edukacji Narodowej kojarzy się nam jako instytucja reformująca kształcenie z końca 18 wieku, o której myślimy przy okazji Dnia Nauczyciela (ta potoczna nazwa chyba wciąż lepiej funkcjonuje w naszym myśleniu). Niektórzy pamiętają, że zaczęła działalność przy okazji rozwiązania zakonu jezuitów (co wymusiły na papieżu czołowe mocarstwa europejskie). Oni wcześniej prowadzili największą w Rzeczypospolitej sieć szkół, które potem przejęła KEN. Z cenionym przeze mnie autorem, Radosławem Patlewiczem, chciałbym przez chwilę zastanowić się nad tym faktem, bo nie jest on bynajmniej oczywisty. Dlaczego właściwie instytucja państwowa sięga po coś, co wcześniej było domeną instytucji kościelnej? Czemu te szkoły nie zostały przekazane innemu zakonowi, np. pijarom, również prowadzącym działalność edukacyjną*? A nie chodzi tylko o własność, ale jeszcze bardziej - o charakter tych szkół, które odtąd uczyły  w duchu oświeceniowym. Radosław Patlewicz* podaje wręcz, że przewodniczącym Towarzystwa Ksiąg Elementarnych, które układało programy nauczania, był w latach 1775-1791 Ignacy Potocki, mistrz loży masońskiej ("Wielki Wschód Narodowy Polski"). Co więcej, części szlachty te programy nie podobało się i prowadziło dla swoich dzieci pierwsze w historii Polski tajne nauczanie. Komisję więc, słusznie uznaną początkiem państwowego szkolnictwa, można widzieć również jako "wrogie przejęcie" edukacji przez wrogów Kościoła.


*Radosław Patlewicz, "Historia polityczna Polski. Nowe spojrzenie. Tom I" s.262, 267-268

Aldous Huxley "Brave New World"

This is one of the most famous classic dystopian novels, alongside Nineteen Eighty-Four by George Orwell . In my opinion—it's an even b...