"Lalkę" po razy pierwszy czytałem w szkole średniej jako lekturę - z początku z trudem (jeszcze w wakacje), potem trochę przyjemniej, a przy omówieniu na lekcji doceniłem ją bardziej. Jednak muszę powiedzieć, że niedawne przeczytanie jej ponowne było zupełnie innym doświadczeniem niż to pierwsze. Myślę, że więcej zrozumiałem.
Przede wszystkim moją uwagę przykuły wątki pochodzenia społecznego, stanowiące tło dla nieszczęśliwej miłości Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. Świat lat 70. XIX wieku jest światem na rozdrożu - tradycyjne elity (arystokracja) jeszcze istnieją, choć niekiedy podupadają finansowo jak Łęccy, a z drugiej strony bywa, że jakiś kupiec znacznie wzbogaci się jak Wokulski i materialnie będzie na wyższym poziomie. Chociaż on, co podkreśla się w książce wielokrotnie, jest przypadkiem szczególnym - sam uznaje, że dorobił się w sposób zbliżony do hazardu - na spekulacji na dostawach dla wojska. Ale też miłość do Łęckiej pozwala mu wykrzesać z siebie niespotykaną gdzie indziej energię do działania - tak, że gdy jego zabraknie w spółce do handlu ze Wschodem, to nie będzie go kim zastąpić, tylko Żydem Szlangbaumem, który od razu obniży partnerom zyski.
Wracając jednak do kwestii warstw społecznych - mimo, że Łęckim grozi ruina finansowa, a Wokulski się dorobił, to i tak w myśleniu Izabeli kupiec stanowi coś gorszego. Nawet pochodzenie szlacheckie Wokulskiego nie "uniewinnia" go z prowadzenia sklepu. Można by się zastanawić nad tym, na ile pogląd Łęckiej jest reprezentatywny dla ówczesnej arystokracji. Na pewno pogarda dla pracy zarobkowej była u szlachty dobrze zakorzeniona, zwłaszcza w przeszłości, choć jak może pamiętamy, Konstytucja 3 Maja pozwoliła jej na zajmowanie się handlem. To jasne, że część myślała tak jak Izabela - ale np. w "Rodzinie Połanieckich" Sienkiewicza, wydanej mniej więcej w tym samym czasie, główny bohater to również szlachcic i kupiec i jest to raczej chwalone, choć nie naśladowane.
Prus daje nam dość bogatą galerię postaci. Szczerze mówiąc, wiele z nich drażni mnie, w tym sam Wokulski - swoją obojętnością religijną i "naukowym" światopoglądem, przenoszeniem wniosków z np. biologii na świat ludzki. Nie utożsamiam się też z bonapartyzmem i "wolnością, równością i braterstwem" Rzeckiego, a już najbardziej denerwuje mnie cynizm Szumana. Coś jednak sprawia, że losy dwóch pierwszych obchodzą nawet takiego czytelnika jak ja, który nie chciałby być ich znajomym w prawdziwym życiu. Może po prostu budzą mój żal. Bo to jednak są idealiści, którym ideały się rozsypują - Wokulskiemu wyidealizowany obraz ukochanej, Rzeckiemu nadzieja pokładana w potomku Napoleona oraz przywiązanie do swojego małego świata - sklepu Wokulskiego, który przejmuje Szlangbaum. Może też to, że ostatecznie Wokulski zostaje uratowany od samobójczej śmierci, że - jak to mówi - "nie opuściła go ziemia, prosty człowiek i Bóg" (chociaż nie wiem, o co mu chodzi z ziemią)? Może, że jednak zwyciężą w nim jego lepsza część, a w każdym razie bardziej rozsądna? Że odkrywa prawdę i ostatecznie godzi się z nią? Że podnosi się, by realizować tajemniczy plan dla dobra ludzkości? Chociaż nie jest to takie oczywiste, bo my samoloty już mamy (a między innymi do ich wynalezienia chciał dążyć), ale czy człowiek stał się przez to lepszy? Nauka "poszła do przodu", ale XIX wiek chyba bardziej od nas w nią wierzył, bardziej spodziewał się od niej rozwiązania wszelkich problemów.
Czytając "Lalkę", można zadumać się nad opisywaną epoką; nad relacjami damsko-męskimi, oczekiwaniami i słabością człowieka; nad zderzeniem różnych perspektyw na te same wydarzenia i osoby. Smaczkami są też wzmianki o historycznych wydarzeniach pojawiające się w pamiętnikach Rzeckiego. Choć sam znacznie bardziej wolę książki Sienkiewicza, to rozumiem tych, którzy dzieło Prusa uznają za najwybitniejszą polską powieść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz